Energetyka tradycyjna
  Energ. niekonwencjonalna
  Informatyka w energetyce
  Kraj w skrócie
   Świat w skrócie
REDAKCJA     PRENUMERATA     REKLAMA     WSPÓŁPRACA     ARCHIWUM

    SZUKAJ
   
    w powyższe pole
    wpisz szukane słowo


 Aktualności

 

Informacje Numery Numer 08-09/2008

Kraj na uboczu


Co ma Gruzja do szlaków przesyłu surowców energetycznych?

Konflikt w Gruzji coraz częściej określany jest mianem wojny o rurociągi. Dużo mówi się i pisze o kluczowym znaczeniu położenia tego państwa jako obszaru, przez który przechodzą arcyważne szlaki zaopatrzenia Europy w surowce energetyczne. Podejście to jest zupełnie bezzasadne, zakrawa wręcz o granice absurdu. W szerokim pasie od atlantyckich wybrzeży Europy do Uralu sięgającym na południe po Zatokę Perską niełatwo znaleźć kraj, mający równie małe znaczenie dla tranzytu ropy i gazu.


Olimpijski spokój

Nie trudno się o tym przekonać. Wystarczy rzut oka na giełdowe indeksy z cenami ropy oraz obrotami surowcem. Gdyby oceniać sytuację polityczną w świecie poprzez pryzmat tego, co działo się na rynkach naftowych między ósmym a trzynastym sierpnia, czyli wtedy, kiedy w Gruzji toczono walki zbrojne, to okres ten należałoby nazwać czasem olimpijskiego spokoju. Na parkietach w Londynie, Amsterdamie czy też za oceanem – w Nowym Jorku bądź Dallas, gdzie handluje się ropą, ten konflikt po prostu nie istniał. Ceny surowca zachowały utrzymujący się od początku miesiąca trend spadkowy. Niepokój inwestorów budziły jedynie doniesienia z Nigerii związane z nasileniem porwań dla okupu oraz sezonowy lęk przed huraganami, jakie nawiedzają w porze letnio–jesiennej rejon Zatoki Meksykańskiej. Sprawą Gruzji absolutnie nikt nie zaprzątał sobie głowy. Nawet doniesienia Tbilisi o rzekomej próbie zbombardowania przez Rosjan rurociągu do tureckiego Ceyhan nie zrobiły większego wrażenia i to bynajmniej nie tylko za sprawą nikłej wiarygodności tego przekazu.


Rzeczywisty margines

Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Potencjał przepustowy przecinających terytoria gruzińskie magistral naftowych nie przekracza 1,3% światowej produkcji. W dodatku nigdy nie jest wykorzystywany w całości.
Azerbejdżan, skąd pochodzi transferowana przez obszar Gruzji ropa, planuje w 2009 roku osiągnąć najwyższy poziom wydobycia, a w następnych latach stopniowo ograniczać produkcję. W najbliższych latach nie powstanie też żaden transkaspijski rurociąg, gdyż z powodu braku prawnych regulacji dotyczących statusu Morza Kaspijskiego, wszelkie koncepcje dotyczące inwestycji w biegnącą po dnie tego akwenu linię przesyłową znajdują się co najwyżej w fazie projektowej.


Kazachski surowiec
Gruzja nie po drodze

Wątpliwe zresztą, by miały szanse kiedykolwiek powstać zważywszy na coraz silniejszą orientację Kazachstanu na chłonny, sąsiedni rynek chiński. W grudniu 2005 roku uruchomiono naftociąg z kazachskiego Atasu do chińskiego Alashankou. Państwo Środka będzie otrzymywało nim 20 mln ton ropy rocznie, czyli ponad 300 tys. baryłek dziennie. Zbudowany w rekordowym tempie ponad 1000 km odcinek do Alashankou w ujgurskiej prowincji Xinjiang to jednak dopiero zwiastun nowego ładu energetycznego w regionie. Na inaugurację swej działalności czekają bowiem nowe, realizowane już inwestycje, dzięki którym do Chin trafi nie tylko kazachska ropa, ale też gaz. Biorąc pod uwagę przepustowość tych magistral oraz wielkość przesyłu kierowaną na północ rosyjskimi rurociągami, Kazachstan nie będzie posiadał przez najbliższe lata nadwyżek ropy czy gazu mogących trafić na inne rynki, nawet jeśli podwoi swą dotychczasową produkcję.
Co zaś tyczy się dalszej przyszłości, to obecność w bezpośrednim sąsiedztwie tak chłonnego rynku jak chiński, przy jednoczesnej aktywności koncernów rosyjskich, stanowi dla Kazachstanu gwarancję zbytu przy zachowaniu dywersyfikacji odbiorców. Jeśli dodać do tego zainteresowanie tutejszymi złożami naftowymi Korei i Japonii, nie wydaje się prawdopodobne, aby pochodząca stąd ropa popłynęła kiedykolwiek na drugą stronę Morza Kaspijskiego.


Turkmeński gaz z dala od Gruzji

Podobnie rzecz ma się i z gazem z Turkmenii, głównie za sprawą rosyjskich inwestycji. Gazprom położy 360-km odcinek rurociągu wzdłuż turkmeńskich, a następnie kolejny ok. 150-km kazachskich wybrzeży kaspijskich, gdzie połączy się z funkcjonującym systemem Środkowa Azja – Centrum na granicy z Federacją Rosyjską. Nowy gazociąg będzie pozwalał na dodatkowy przesył 20 mld m sześc. turkmeńskiego gazu w stosunku do stanu obecnego. Uruchomienie go przy jednoczesnej modernizacji systemu Środkowa Azja – Centrum, posiadającego obecnie potencjał pozwalający transferować 50 mld m3, a po przebudowie – nawet 70 mld m3, zwiększy wielkość eksportu do Rosji pochodzącego z tego państwa surowca aż o 80 mld m3. Dojdzie do tego wraz z oddaniem magistrali do użytku, czyli w 2012 roku. Zainteresowanie turkmeńskim gazem wykazują również Chińczycy. W kontekście rozpoczętej już budowy gazociągu z Kazachstanu do Chin, ma on ogromną szansę trafić do Państwa Środka, jeśli oczywiście Turkmenistan będzie miał jakiekolwiek nadwyżki. Prócz Rosji, o czym trzeba pamiętać, potężnym odbiorcą wydobywanego w nim gazu pozostaje sąsiedni Iran i ten trend będzie utrzymany.


BTC – irańsko–armeńska obwodnica

Obecnie Gruzja widnieje na naftowych szlakach za sprawą dwóch rurociągów. Pierwszy z nich i najbardziej znany to magistrala Baku – Tbilisi – Ceyhan (BTC) łącząca położony 70 kilometrów na południe od azerbejdżańskiej stolicy naftowy terminal Sangachal z tureckim portem śródziemnomorskim Ceyhan. Tym samym, co warto podkreślić, przez który to - dzięki odrębnej magistrali z Kirkuku - dociera do amerykańskich odbiorców ropa wydobywana na północy Iraku.
Gruzja znalazła się na jego trasie dość przypadkowo. W 1994 roku Azerbejdżan podpisał tzw. naftowy kontrakt stulecia. Było to w pewnym stopniu dzieło obecnego prezydenta tego kraju I. Alijewa, wtedy głównego negocjatora z ramienia państwowej spółki Socar. Porozumienie przekazywało koncesje eksploatacyjne na trzech podmorskich złożach Azeri-Chirag-Gunashli (ACG) konsorcjum powołanemu specjalnie dla realizacji tego przedsięwzięcia przez koncerny paliwowe na czele z BP, Chevronem i Exxon-Mobil.
Aktualna jak nigdy dotąd stała się kwestia wywozu wydobytego surowca z Azerbejdżanu. Prowadzące w kierunku północnym rurociągi Baku – Supsa i Baku – Noworosyjsk zupełnie się do tego nadawały. Odbiorca surowca był na Zachodzie i tam też powinna trafiać bezpośrednio pochodząca z ACG ropa. Najprostsza z możliwych tras prowadziła jednak przez Armenię pozostającą w stanie wojny z Azerbejdżanem. Nawet gdyby naftowe konsorcjum porozumiało się w sprawie budowy rurociągu z rządem w Erewaniu, co starały się uczynić, to i tak było to nie do zaakceptowania dla władz w Baku. Innego stanowiska zająć po prostu nie mogły. Ormianie opanowali nie tylko Górny Karabach należący do Azerbejdżanu, ale też wiele innych jego prowincji. Walki o ich wyzwolenie nie ustawały. Zgoda na przecięcie rurociągiem terytoriów Armenii byłaby niczym innym, jak oddaniem częściowej kontroli nad decydującym dla dalszego rozwoju gospodarczego państwa projektem.

Początkowo rozważano przeprowadzenie rurociągu przez Iran ku Zatoce Perskiej. Aby jednak nie narażać się politykom w Waszyngtonie, skorygowano przebieg trasy. Zamiast kłaść magistralę wzdłuż całego terytorium Iranu, zdecydowano się jedynie przeciąć na kilkunastokilometrowym odcinku północno zachodnie obrzeża tego państwa, tyle tylko aby ominąć łukiem od południa granice Armenii. Dla amerykańskiej administracji i to było za wiele. Kooperacja, a w tym konkretnym przypadku – konieczność przekazania części udziałów inwestorowi irańskiemu spotkały się ze zdecydowanym sprzeciwem. Biały Dom przestrzegł amerykańskie koncerny przed restrykcjami, jakie na nie nałoży w razie niepodporządkowania się zaleceniom. Mało tego – starał się wymusić na Azerbejdżanie niedopuszczenie irańskiego NIOC do konsorcjum obsługującego ACG, a kiedy Socar przekazał mu część swoich udziałów, zagrożono władzom w Baku sankcjami w postaci wycofania się amerykańskich koncernów z przedsięwzięcia. Postawiony w sytuacji bez wyjścia Azerbejdżan uległ szantażowi. NIOC zmuszony został do opuszczenia szeregów konsorcjum, a Azerbejdżanowi przyszło się obejść bez rafinerii, które Irańczycy mieli wybudować w zamian. Determinacja, z jaką Stany Zjednoczone wystąpiły wobec obecności podmiotów irańskich w konsorcjum wydobywczym, była jasną sugestią co do stanowiska, jakie zajmą w przypadku prowadzenia przez terytorium tego państwa linii przesyłowych. Przekreśliło to trwale szansę na obejście obszarów Armenii od południa.

Animatorom przedsięwzięcia, przymierzającym się do budowy rurociągu na Zachód ku śródziemnomorskim wybrzeżom Turcji, nie pozostało zatem nic innego, jak ominąć Armenię od północy. Wariant wytyczenia szlaku przez Gruzję z biznesowego punktu widzenia był istnym koszmarem. Oznaczał bowiem ni mniej ni więcej tylko kilkaset kilometrów rur więcej, niż było to w rzeczywistości konieczne. Na domiar złego magistrala na znacznej swej części przebiegać musiała na terenach wysokogórskich. Biorąc swój początek na obszarach położonych w depresji, wspinała się na niektórych odcinkach na wysokość przekraczająca 2000 m n.p.m., co kumulowało trudności techniczne i oznaczało konieczność budowy dodatkowych stacji pomp. W rezultacie rurociąg oficjalnie okazał się trzy razy droższy, niż pierwotnie szacowano.

Gruzja znalazła się na naftowej trasie tranzytu ropy na Zachód wyłącznie za sprawą wojny azerbejdżańsko–ormiańskiej i amerykańskiej blokady Iranu. Obok istniejącej magistrali naftowej powstał później gazociąg do tureckiego Erzurum. Dostarczany jest tam surowiec wydobywany z azerbejdżańskiego złoża Szach Deniz. W przyszłości stąd właśnie przeciągnięta zostanie nitka Nabucco. Tak jak i w przypadku BTC, Gruzja znajdzie się na jego trasie z powodu Iranu i Armenii, wątpliwe jednak - ze względów ekonomicznych - aby pozostawiono ją tam choćby dzień dłużej niż to będzie konieczne czyli do momentu, gdy tranzyt przez jedno z wymienionych powyżej państw będzie możliwy.


Baku - Supsa

Co prawda, BTC to nie jedyny naftociąg na terytorium Gruzji. Jest jeszcze magistrala prowadząca z terminalu Sangachal pod Baku do gruzińskiego portu czarnomorskiego w Supsie. Jest to linia, której znaczenia nie sposób przecenić, jednak wyłącznie w kontekście historycznym. Był to bowiem pierwszy sensu stricte naftociąg na świecie. Powstał jeszcze na przełomie wieków, w latach 1897–1907. Długi – na 883 km – połączył Baku z położonym nieopodal dzisiejszego terminalu w Supsie portem w Batumi. Przedsięwzięcie to, określane wtedy mianem „cudu inżynierii”, stało się bodźcem i inspiracją dla budowy całej sieci magistral przesyłowych na Bliskim Wschodzie.

Minął wiek od momentu położenia pierwszej rury, gdy na starym szlaku zaczęto budować nową. Decyzję tę wymusiła niestabilna sytuacja w Czeczenii. Wówczas oddana dopiero co do użytku magistrala łącząca Baku z Noworosyjskiem o przepustowości 350 000 baryłek dziennie, choć zdolna była przetransportować całą ówczesną produkcję Azerbejdżanu, nie mogła jednak zagwarantować ciągłości dostaw. Uruchomienie nitki Baku - Supsa zbiegło się niemal z wybuchem drugiego konfliktu w Czeczenii. Rurociąg, mimo swych ograniczeń technicznych (niewielka przepustowość – do 145 000 baryłek dziennie, czyli mniej więcej 5 razy mniej, niż biegnący w Polsce do Płocka tzw. odcinek wschodni „Przyjaźni”) przez niemal sześć lat - do momentu otwarcia BTC - obsługiwał eksport azerbejdżańskiej nafty, uzupełniając magistralę Baku – Noworosyjsk.

Uruchomienie BTC w 2006 roku podważyło ekonomiczny sens istnienia pozostałych magistral, którymi transferowano ropę z Azerbejdżanu. Państwo to wydobywa bowiem milion baryłek dziennie, czyli dokładnie tyle, ile można przesłać tym rurociągiem. Konsorcjum eksploatujące złoża ACG przewiduje szczyt na 2009 rok, wtedy też cała azerbejdżańska produkcja sięgnie 1,2 mln baryłek dziennie. Nie planuje się, jak już wspomniano, przez wzgląd na ograniczone zasoby, by pułap ten mógł być kiedykolwiek przekroczony. Szybkie tempo rozwoju gospodarczego, a precyzyjniej – od dwóch lat największy roczny przyrost PKB w świecie, przyczyniło się natomiast do zwiększenia konsumpcji własnej przez Azerbejdżan. Obecnie zużywa on przeszło 100 000 baryłek ropy dziennie.

W rezultacie już od 2007 roku ograniczono, a w lutym 2008 roku wstrzymano zupełnie przesył surowca z terminalu Sangachal przez rurociąg do Noworosyjska. Magistralę do Supsy zdecydowano się utrzymać „przy życiu” jako awaryjną drogę transferową. Wszystko jednak do czasu, gdyż już w tej chwili tempo rozwoju gospodarczego Azerbejdżanu doprowadza do sytuacji, gdy BTC nie jest w pełni wykorzystany. BP będące operatorem obu funkcjonujących rurociągów zmuszone zostanie do dalszego ograniczania transferu w kierunku wybrzeży czarnomorskich.

Za dwa, najdalej trzy lata tylko BTC będzie przecinał tranzytem południowe terytoria Gruzji. Jeśli Armenia zdecyduje się ustąpić z zajmowanych ziem Azerbejdżanu, a są powody, by w to wierzyć, bądź też zmieni się sposób postrzegania Iranu w świecie, Gruzja zostanie zupełnie wymazana z map szlaków tranzytu naftowego.


Czar Sarmatii

Skąd zatem biorą się twierdzenia o strategicznym znaczeniu Gruzji jako drogi przesyłu ropy? W Polsce, a także na Ukrainie nie trudno dostrzec ich źródło. To cyniczna gra lękami dotyczącymi bezpieczeństwa energetycznego i stymulowanie zagrożeń do czasu, aż nabrały realnego kształtu, nadały sens i pozwoliły na powołanie do życia spółki Sarmatia. Deklaratywnie miała ona zajmować się opracowaniem ekonomiczno–finansowych oraz technicznych analiz możliwości realizacji budowy magistrali służącej importowi do Polski ropy z Azerbejdżanu. Faktycznie stworzona została wyłącznie po to, by istnieć. Zapewnia bowiem utrzymywanie szeregu intratnych posad i możliwość ich obsady przez „speców”” z przeróżnych służb, z którymi nie do końca wiadomo, co począć, oraz ludzi politycznego zaplecza. Ze swych zadań statutowych spółka wywiązuje się wybornie, przeznaczając krocie z unijnych i państwowych funduszy na opracowania, a nawet budowę rurociągu, choć surowca, który miałby nim popłynąć, po prostu nie ma fizycznie. Wszystko na koszt skarbu państwa i to nie jednego. Właścicielami „Sarmatii” są bowiem po połowie należąca do niego spółka PERN, będąca m.in. polskim operatorem rurociągu „Przyjaźń”, oraz jej ukraiński odpowiednik Ukrtransnafta.

„Sarmatia” stała się obiektem szczególnej troski pod rządami PiS, wtedy też na nią i spadł przysłowiowy deszcz obfitości. Społeczeństwo miało szansę podziwiać tę nobilitację choćby poprzez show spektakli tzw. szczytów energetycznych animowanych przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Specjalne względy, jakimi cieszy się spółka w środowiskach powiązanych z PIS, tłumaczyć można na wiele sposobów, choć wszystkie sprowadzają się do szeroko pojętej wspólnoty interesu.

Dalszy los Sarmatii, a jednocześnie i racji bytu geopolitycznej orientacji grupy polityków skoncentrowanych wokół Belwederu, choć także i grona pragmatyków życiowych spoza niej, dostrzegających szansę, jaką stwarza istnienie spółki, zależy w dużym stopniu od utrzymania na topie mitu o Gruzji, jako państwie leżącym na naftowym szlaku i nadziejach na dostawy przez jej terytorium ropy, która uniezależniłaby nas od importu z kierunku wschodniego.



 



Reklama:

Komfortowe apartamenty
"business class"
w centrum Krakowa.
www.fineapartment.pl




PRACA   PRENUMERATA   REKLAMA   WSPÓŁPRACA   ARCHIWUM

Copyright (C) Gigawat Energia 2002
projekt strony i wykonanie: NSS Integrator